Co wiemy na 14 października 2026
Prywatne Zoo Łączna w Mieroszowie (woj. dolnośląskie) od 2012 roku ma status ogrodu zoologicznego. Według właścicieli mieszka tam ok. 100 gatunków, m.in. tygrysy, kangury, jelenie milu i małpy.[1] Poniżej zestawiamy to, co potwierdzają komunikaty instytucji, oraz to, co twierdzą strony. Wersje stron zaznaczamy.
| Data | Wydarzenie |
|---|---|
| 5 sierpnia 2026 | Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska wszczyna z urzędu postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie zoo. Postępowanie trwa i nie przesądza o cofnięciu zezwolenia.[4][14] |
| Ostatnie miesiące | Śledztwo toczy się po zawiadomieniach organizacji prozwierzęcych i osób prywatnych. Według serwisu Infowet były to Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt oraz oddział TOZ w Krynicy-Zdroju.[2][15] Źródło zbliżone do prokuratury mówi PAP, że samo przygotowanie transportu zwierząt zajęło pół roku.[12] |
| 13 października | Do zoo wchodzą policja, prokuratura, biegli i organizacje prozwierzęce. Zatrzymano pięć osób, wywieziono ok. 30 zwierząt. Nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów.[1][2][12][14] |
| 13 października | Prokuratura: zoo nie będzie zamykane, nie wszystkie zwierzęta zostaną odebrane.[2] Pełnomocnik zatrzymanego współwłaściciela twierdzi, że przy odławianiu zwierząt nie było policji, prokuratora ani powiatowego lekarza weterynarii, a czynności nie były protokołowane.[13] |
| 14 października | Policja odpowiada, że działania odbywają się w obecności wojewódzkiego inspektora weterynarii i według jego zaleceń.[14] Prokuratura: zwierzęta są przekazywane instytucjom pomocowym „na przechowanie” i do decyzji sądu pozostają własnością zoo.[12] Weterynarz na miejscu mówi o przygotowaniu wysyłki zwierząt do Holandii.[2] |
| 14 października | Pięć osób usłyszało zarzuty znęcania się nad zwierzętami, doprowadzenia do niedożywienia, cierpienia, a nawet śmierci. Prokuratura twierdzi, że zaniedbywano 561 zwierząt. Decyzja o środkach zapobiegawczych jeszcze nie zapadła.[1][9] |
Właściciel, Marcin Nowaczyk, odpiera zarzuty. Podkreśla, że ogród jest zatwierdzony przez GDOŚ i cyklicznie kontrolowany przez RDOŚ oraz powiatowego lekarza weterynarii.[1] Pełnomocnik właściciela mówił mediom, że spodziewali się spotkania, a nie zatrzymań i odbierania zwierząt.[12]
Domniemanie niewinności działa w obie strony
Zarzuty są poważne i nie wolno ich lekceważyć. Jeśli zwierzęta były głodzone lub pozbawione opieki weterynaryjnej, winni muszą za to odpowiedzieć, a zwierzęta potrzebują pomocy od zaraz. Zarazem to dopiero etap postępowania przygotowawczego. Wyrok może wydać wyłącznie sąd.
To domniemanie niewinności obowiązuje też osoby zatrzymane. Dotyczy jednak równie mocno państwa: im większą władzę uzyskuje nad cudzym majątkiem i cudzymi zwierzętami przed wyrokiem, tym surowsze standardy przejrzystości powinno spełniać. Naszym zdaniem w Łącznej te standardy nie zostały dotąd pokazane publicznie.
Pięć wątpliwości wobec służb
1. Zwierzęta wyjeżdżają, zarzutów jeszcze nie ma
13 października, gdy z zoo wywożono pierwsze zwierzęta, nikomu nie przedstawiono zarzutów.[14] O ewentualnej konfiskacie miała zdecydować dopiero analiza po oględzinach.[15] Zarzuty padły następnego dnia.[1] Kolejność „najpierw wywózka, potem zarzuty, sąd na końcu” wymaga w każdym przypadku mocnego i publicznie wyjaśnionego uzasadnienia, zwłaszcza że część podopiecznych to zwierzęta egzotyczne.
2. „Na przechowanie”, a jednak za granicę
Prokuratura mówi, że zwierzęta pozostają własnością zoo do czasu decyzji sądu.[12] Jednocześnie lekarz weterynarii na miejscu przygotowuje wysyłkę zwierząt do Holandii.[2] Skąd te dwie rzeczy mają się pogodzić? Na jakiej podstawie zwierzę niebędące własnością przyjmującego wyjeżdża do innego kraju przed wyrokiem? Czy właściciel wyraził zgodę? Kto odpowiada za transport (według źródła PAP: osoba, która go zleciła)[12] i kto za niego płaci? Co się stanie ze zwierzętami, jeśli sąd uniewinni oskarżonych?
3. Dwie wersje tej samej akcji
Pełnomocnik współwłaściciela twierdzi, że zwierzęta odławiały osoby bez wskazanych kompetencji, bez policji, prokuratora i powiatowego lekarza weterynarii, a czynności nie były protokołowane.[13] Policja odpowiada, że działania odbywały się w obecności wojewódzkiego inspektora weterynarii.[14] Pracownicy zoo piszą z kolei, że w trakcie akcji nie mogli karmić ani poić zwierząt.[14] Państwo miało pół roku na przygotowanie transportu.[12] Tym trudniej zrozumieć, że rozstrzygnięcie sporu o przebieg akcji nadal opiera się na przekonywaniu mediów, a nie na opublikowanej dokumentacji. W dostępnych komunikatach nie ma listy odebranych zwierząt ani miejsc, do których trafiły. Taka luka rodzi plotki, jak ta o uboju, którą prokuratura musiała dementować.[12]
4. Biegli i protokoły
W sieci krążą pytania o to, jak powołano biegłych i kto zatwierdzał protokoły z oględzin. Nie traktujemy ich jako ustaleń, ale jako uzasadnione pytania, na które odpowiedź powinna być jawna w granicach tajemnicy śledztwa:[17]
- Kto formalnie powołał biegłych i na czyj wniosek?
- Jaki był zakres ich kompetencji podczas oględzin?
- Kto sporządzał i zatwierdzał protokoły?
- Jakie wynagrodzenie otrzymali lub otrzymają?
- Czy organizacje uczestniczące w interwencji miały wpływ na dobór biegłych?
Podobne pytania stawia w swoim komentarzu Patryk Słowik z Kanału Zero.[7]
5. Państwowy azyl istnieje. Dlaczego nie on?
W serwisie X Łukasz Okla zwrócił uwagę na ustawę o Centralnym Azylu dla Zwierząt i zapytał, dlaczego zwierzęta wywożą organizacje, a nie państwowa struktura.[17] Ustawa z 4 listopada 2022 r. rzeczywiście przypisuje azylowi m.in. transport i czasowe przetrzymywanie wskazanych w niej okazów zwierząt przekazanych przez Policję lub organy celne.[16] Nie wiemy, czy zwierzęta z Łącznej mieszczą się w zakresie tej ustawy: zależy to od gatunków wskazanych w jej art. 3 ust. 1, którego pełnej treści nie weryfikowaliśmy. Pytanie jest jednak uzasadnione i powinno paść z ust. organów odpowiedzialnych za akcję.
Wątpliwości wobec organizacji prozwierzęcych
Nie twierdzimy, że ktokolwiek działał w złej wierze. Twierdzimy, że układ ról w tej sprawie powinien budzić czujność każdego, kto zna mechanizmy opisane w naszym poradniku weryfikacji organizacji.
Trzy role w jednej sprawie
Organizacje prozwierzęce były autorami zawiadomień,[15] weszły na teren zoo razem z policją i prokuraturą[12] i są instytucjami, którym zwierzęta przekazuje się „na przechowanie”.[12] Jedna strona jest więc jednocześnie inicjatorem, uczestnikiem i potencjalnym opiekunem. W żadnym postępowaniu taki układ nie powinien działać bez niezależnego nadzoru, pełnej dokumentacji i zakazu wpływu na wybór biegłych oraz miejsc docelowych.
Kompetencje i warunki
Zwierzęta egzotyczne wymagają specjalnego transportu i doświadczenia. Pełnomocnik właściciela kwestionuje kompetencje osób odławiających zwierzęta,[13] a komentator Kanału Zero cytuje anonimowego pracownika inspekcji, według którego pośpiech przy transporcie bywa dla zwierząt groźny.[8] To nie są dowody, ale pytania, które organizacje mogą rozwiać jednym dokumentem: kto konkretnie pracował ze zwierzętami, z jakimi uprawnieniami i w jakich warunkach.
Przejrzystość organizacji
Zastosuj do nich ten sam test, który polecamy przy każdej zbiórce: numer KRS, skład zarządu, sprawozdania finansowe, źródła środków. Kto pokrywa koszty utrzymania odebranych zwierząt? Czy organizacje zbierają w związku z tą sprawą datki? Nie sugerujemy nadużyć. Uważamy tylko, że podmiot, który przejmuje zwierzęta w głośnej akcji publicznej, ma obowiązek pokazać te dane bez proszenia.
Dlaczego polecamy petycję i do czego wzywa
Petycję na Change.org założyli sympatycy zoo. Według lokalnego portalu Wałbrzych24 jej autorzy domagają się transparentnego postępowania, obecności niezależnych obserwatorów i mediów oraz ochrony zwierząt przed stresem przymusowej relokacji.[6] Opisują też zoo jako miejsce z pozytywnymi opiniami odwiedzających. To ich relacja, której nie weryfikowaliśmy.
Popieramy te postulaty, bo dotyczą dokładnie tego, czego brakuje w sprawie: jawności, dokumentacji i niezależnej kontroli. Jawność służy każdej stronie, także tej, która oskarża. Podpis pod petycją nie oznacza uniewinnienia kogokolwiek. Jest głosem za procesem, w którym zwierzęta, oskarżeni i opinia publiczna wiedzą, kto, dlaczego i na jakiej podstawie podejmuje decyzje.
Przeczytaj treść petycji i podpisz ją, jeśli zgadzasz się z jej żądaniami.[10]
Podpisz petycję na Change.orgJak czytać takie sprawy: 5 zasad
- Oddzielaj zarzut od wyroku. Komunikat prokuratury jest początkiem sprawy, nie jej końcem.
- Sprawdzaj wszystkie strony. Właściciela, służby i organizacje, które zwierzęta przejmują. Wiarygodność nie wynika z samego wpisu do KRS ani z munduru.
- Szukaj dokumentów. Komunikat GDOŚ, wypowiedzi rzecznika prokuratury i oświadczenia stron ważą więcej niż anonimowe nagrania.[5]
- Pytaj o „po akcji”. Gdzie są zwierzęta, w jakim stanie i kto je kontroluje.
- Nie ulegaj presji emocji. Dramatyczne zdjęcia i apele działają w obie strony; więcej o weryfikacji zbiórek i organizacji w naszym poradniku.